środa, 30 grudnia 2009

Wykopaliska 15


Postanowiłem na jakiś czas zrezygnować z radiowej wersji Brain Damage. Na jak długo nie wiem. Nie wiem też czy audycja powróci na falach Studenckiego Radia Frycz czy gdzie indziej. Czas pokaże. W styczniu (dokładną datę podam) możecie spodziewać się audycji podsumowującej rok 2009. Na razie jednak zapraszam na zaniedbane od jakiegoś czasu wykopaliska. Będzie bardzo ciekawie.

Fjieri



Nie sądziłem, że jakiś nowy, nieznany mi zespół grający rocka progresywnego jest mnie jeszcze w stanie zainteresować. Okazuje się, że taki zespół jest, a nazywa się Fjieri. Szkopuł tkwi w tym, że nikt z członków grupy nie jest debiutantem. Trzon zespołu tworzy dwójka włochów - Stefano Panunzi oraz Nicola Lori. Jednak to goście pojawiający się na debiucie tworzą z Fjieri ewenement. Album Endless nagrywany był podobno przez dziesięć lat. W tym czasie na ostateczny kształt krążka wpłynęli m.in. Richard Barbieri i Colin Edwin z Porcupine Tree, Mick Karn z Japan, oraz Tim Bowness. Barbieri dodatkowo wyprodukował album. Efekt jest warty wyżej wymienionych nazwisk, a jednocześnie nie powiela żadnego z projektów gości. Niby nic nowego w progrockowym światku, a jednak słucha się tego niezwykle przyjemnie. Ja nie mogłem się oderwać przez bity tydzień.

Niestety youtube nie oferuje do odsłuchu żadnych nagrań grupy. Tak więc odsyłam na myspace lub bezpośrednio do Burningshed gdzie płytę można nabyć w cenie 10 funtów.

Portico Quartet



Tutaj nie będę może zbyt oryginalny bo na temat Portico Quartet wszyscy ostatnio się rozpisują. Mimo tego postanowiłem dorzucić swoje 3 grosze. Londyński kwartet został już okrzyknięty następcami The Cinematic Orchestra (co biorąc pod uwagę studyjną działalność Jasona Swinscoe i spółki w ostatnich latach nie jest wielkim sukcesem). Trzeba jednak przyznać, że panowie sobie na ten tytuł zapracowali. Nu-jazz w ich wykonaniu jest unikalny z powodu użycia pewnego ciekawego instrumentu, nazywanego Hang. Dziwnej konstrukcji bębenek, wymyślony na początku XXI wieku przez dwóch panów z firmy PANArt, pojawia się we wszystkich kompozycjach anglików, nadając im trudny do podrobienia styl. Smaczku dodaje fakt, że bębenka aktualnie nie można już kupić.

Poniżej kilka fragmentów twórczości Portico Quartet.

W studiu:



Na scenie:



I na ulicy:



myspace grupy
więcej o tajemniczym bebenku

Zespół wystąpi w nadchodzącym, 2010 roku w Polsce. 31 stycznia panowie pojawią się w katowickim klubie Hipnoza.

piątek, 4 grudnia 2009

czwartek, 3 grudnia 2009

Editors @ Studio

Tydzień temu w Studiu zagrali Editorsi. I tak sobie myślę, że im więcej czasu mija od tego momentu, tym bardziej doceniam tamten wieczór. Nie był to koncert idealny, ale było blisko. Nie mam w zasadzie nic do zarzucenia, a to zdarza mi się rzadko. Pełna relacja tutaj.

A tutaj namiastka tamtego wieczoru:


środa, 25 listopada 2009

25.11.2009 - Audycja odwołana!

Tak jak zapowiadałem w zeszłym tygodniu, dzisiejszy Brain Damage nie odbędzie się z powodu koncertu Editors. Zapraszam za tydzień na spotkanie z Benem Frostem.


sobota, 21 listopada 2009

L.U.C. @ Studio



Drugi w tym roku koncert promujący Planet LUC w Krakowie okazał się równie dobry jak pierwszy, a przede wszystkim inny. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie żeby LUC się powtarzał. Zdjęcia tutaj.

środa, 18 listopada 2009

The Vulture King - Audycja 18.11.2009

Brain Damage nie patrzy wstecz, bo nowości się nagromadziło co nie miara. Na wszystkie czasu nie starczyło, ale wszak to nie ostatni program. Na dłuższą chwile zagościli Them Crooked Vultures, Nosound i Tyondai Braxton, a na krócej Arctic Monkeys i Wolfmother.

Usłyszeliście:

1.Yppah "The Drag"

2.Arctic Monkeys "Sketchhead"

3.Wolfmother "New Moon Rising"

4.Them Crooked Vultures "No One Loves Me and Neither Do I"

5.Them Crooked Vultures "Mind Eraser, No Chaser"

6.Them Crooked Vultures "Elephants"

7.Nosound "Winter Will Come"

8.Nosound "Constant Contrast"

9.Ben Frost "The Carpathians"

10.Saltillo "Remember Me?"

11.Fuck Buttons "Space Mountain"

12.Tyondai Braxton "J.City"

13.Tyondai Braxton "Opening Bell"

14.Tyondai Braxton "Uffe's Woodshop"

15.Massive Attack "Splitting the Atom"

16.King Cannibal "Colder Still"

17.King Cannibal "Flowers of Flesh and Blood"

18.Bonobo "The Keeper"












W kolejnym programie (za tydzień albo za dwa) szersza prezentacja nowego albumu Bena Frosta "By the Throat. Do usłyszenia.


Parę zdjęć



Konto na flickr również zostało reaktywowane, a wraz z reaktywacją pojawiły się nowe zdjęcia.

Trójka Tour @ Studio 10.11.2009

Dick4dick

Gaba Kulka


Czesław Śpiewa

Bad Light District/New York Crasnals @ Łódź Kaliska 15.11.2009


Na koniec ciekawostka. Okazało się, że w końcu ktoś docenił moje zdjęcia i postanowił ich użyć(konkretnie jednego). Efekt można zobaczyć tutaj.

New York Crasnals/Bad Light District @ Łódź Kaliska




Po prawie półtorarocznej przerwie New York Crasnals znowu pojawili się w Krakowie. Dodatkowo Michał Smolnicki pierwszy raz na żywo zaprezentował się ze swoim Bad Light District. Relacja tutaj, a zdjęcia niebawem.

Parę tekstów.





Jeśli wam się nudzi, możecie rzucić okiem na kilka moich nowych tekstów. Na pierwszy ogień recenzja świetnej płyty King Cannibala "Let the Night Roar", a potem na rozluźnienie relacja z całkiem niezłego koncertu pod hasłem Trójka Tour.

King Cannibal "Let the Night Roar"

Trójka Tour @ Studio

Zdjęcia z koncertu już niedługo, jak tylko reaktywuje moje konto pro na Flickr :)

czwartek, 12 listopada 2009

Brain Damage Reaktywacja - Audycja 04.11.2009

Brain Damage powrócił na antenę, ponownie w trochę zmienionej formie. Pierwsza audycja w tym sezonie to podsumowanie ostatnich kilku miesięcy plus nieliczne nowości. Obyło się bez problemów technicznych, uznajmy to więc za dobry omen.

Usłyszeliście:

1.Yppah "The Drag"

2.Porcupine Tree "Time flies"

3.Muse "Uprising"

4.Muse "Unnatural Selection"

5.Biffy Clyro "That Golden Rule"

6.Omar Rodriguez-Lopez "Las flores con limon"

7.Omar Rodriguez-Lopez "Mundo de ciegos"

8.Saltillo "Remember Me?"

9.Thom Yorke "Feeling Pulled Apart by Horses"

10.The Slew "100%"

11.Ghost "Return Journey"

12.Ghost "The Day After"

13.L.U.C. "A więc wojna"

14.Archive "Thought Conditioning"

15.Archive "Lines

16.Clark "Growls Garden"

17.Clark "Rainbow Voodoo"

18.The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble "Embers"











Audycja wczorajsza się nie odbyła z powodu święta, dlatego planowany odcinek wykopaliskowy sobie pominiemy i od razu skupimy się na różnych ciekawych i przede wszystkim nowych rzeczach. Możecie się spodziewać m.in. Them Crooked Vultures, Nosound, Bena Frosta oraz Tyondai'a Braxtona.

Tutaj można posłuchac całości nowego albumu The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble oraz ściągnąć utwór Embers.

A na dokładkę teledysk do That Golden Rule, który jest równie udany jak utwór.







wtorek, 3 listopada 2009

Brain Damage Reaktywacja



Już jutro o godzinie 21 na antenę Studenckiego Radia Frycz powróci mój autorski program czyli Brain Damage(choć jego nazwa być może ulegnie zmianie). W każdym razie jutro, jeszcze pod starym szyldem przyjrzymy się nowością, które z racji absencji eterowej, trochę nas ominęły. Możecie spodziewać się m.in. fragmentów ostatnich płyt Muse, Omara Rodrigueza, Archive czy Clarka, ale także Fuck Buttons, L.U.C. innych. zapraszam jutro o 21 na www.radiofrycz.pl

Lutosphere @ Filharmonia Krakowska



W końcu udało mi się zobaczyć Możdżera na żywo. Sam nie wiem ile razy wybierałem sie na koncerty Możdżera Danielssona i Fresco, wiem tylko ,że ani razu nie udało mi się tych planów doprowadzić do końca. Tym razem Możdżer razem z Buniem S. i Andrzejem Bauerem zagrali swoje wersje utworów Witolda Lutosławskiego. Jak wyszło, można przeczytać tutaj.

wtorek, 27 października 2009

No Visa Required



Udało mi się w końcu wrzucić zdjęcia z czwartkowej imprezy Unsoundowej pod hasłem No Visa Required. Polecam szczególnie Moishe Moishe Moishele. Więcej zdjęć tutaj, natomiast wspomnianej grupy posłuchac można tutaj.

czwartek, 22 października 2009

Archive @ Studio

Z lekkim opóźnieniem ukazała się moja relacja z koncertu Archive. Kto nie był ten na Youtube może sprawdzić co stracił. Cały tekst tutaj.

Bullets z Krakowa, obrazu właściwie nie ma, ale dźwięk bardzo dobry.


wtorek, 20 października 2009

Unsound Opening



Kilka zdjęć z otwarcia festiwalu Unsound i koncertu Jacaszka. Więcej do oglądnięcia tutaj. Natomiast nowego materiału Jacaszka można posłuchać tutaj, klikając w film There is no Others, There is only Us, do którego skomponował on muzykę. Swoją drogą film też jest rewelacyjny.

IAMX @ Rotunda



To był dla mnie bardzo koncertowy weekend. W czwartek Archive, w sobotę IAMX, a w niedzielę Kult. Relację z IAMX już możecie przeczytać tutaj. Natomiast dwie pozostałe pojawią się wkrótce. Z kolei od wczoraj trwa festiwal Unsound, na który również uczęszczam więc możecie spodziewać się zdjęć oraz relacji. Jak na razie kiepską organizację przed imprezą wynagrodził koncert Jacaszka. Zdjęcia z niego pojawią się pewnie dziś wieczorem.

środa, 14 października 2009

piątek, 9 października 2009

California Stories Uncovered @ Drukarnia



Zdjęcia z koncertu California Stories Uncovered z Drukarni. Na koncercie było jakieś 20 osób ale nie było źle. Natomiast idealnie byłoby bez wokalu. Więcej zdjęć tutaj, a relacja niebawem.

poniedziałek, 5 października 2009

Wykopaliska 14

Znów trochę czasu minęło i nazbierało się kilka ciekawych rzeczy. Z całej masy nowych artystów przesłuchanych przez ostatni miesiąc wybrałem dwa projekty.

King Cannibal



Na początek nawiązania do wrażeń po festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach. Jeden z lepszych koncertów zagrał właśnie King Cannibal. Swoim setem zniszczył mała scenę już pierwszego wieczoru, a w kolejne dni nikt(nawet Flying Lotus) mu nie dorównał. Wschodząca gwiazda dubstepu po wydaniu szeregu epek nareszcie szykuje pełnoprawny debiut. Płyta Let The Night Roar w sprzedaży już niedługo. Jak zapewnia Ninja Tune - jest pełna seksu, przemocy, napięcia i strachu. Czekam z niecierpliwością.

Próbka zdolności Króla kanibala.



Mouse on the Keys



Mouse on the Keys to z kolei zupełnie inna historia. Japońskie trio złożone z perkusji, fortepianów i innych instrumentów klawiszowych gra bardzo ciekawą mieszankę. Czasami melodyjną, ale przeważnie opartą na nietypowych tempach i rytmice. Dobry przykład na przenikanie muzyki klasycznej do rozrywkowej. Panowie wydali 4-utworową epkę Sezession oraz pełnometrażowy album An Anxious Object. Obie płyty warte zapoznania.

Na dokładkę rewelacyjny teledysk do utworu którego tytułu niestety nie zapiszę.


czwartek, 24 września 2009

Aphex Twin z huty



Sacrum Profanum zakończyły w tym roku dwa koncerty Aphex Twina. Opinie o nich były skrajne, ale w moim prywatnym odczuciu sobotni koncert był świetny. Więcej prywatnych odczuć tutaj.

czwartek, 17 września 2009

Rammstein w wersji porno



Podziwiam speców od wizerunku grupy Rammstein. Od samego początku istnienia, zespół kroczy jasno sprecyzowaną drogą, kreując (głównie przy pomocy teledysków) szum wokół siebie. Widzieliśmy już: wręczenie nagród dla terrorystów(Ich Will), dwuznaczną wersję królewny Śnieżki(Sonne), historię kanibala( Mein Teil) czy dosyć obleśny Mann Gegen Mann.
Najnowszy klip do utworu o wiele mówiącym tytule Pussy, został zamieszczony tylko na portalu www.visit-x.net zajmującym się amatorskimi video-chatami... Nowym albumem Rammstein chce ugruntować stereotyp "niemieckiego pornola". I jak na razie całkiem nieźle panom to wychodzi.
Są jednak dwa mankamenty.
Po pierwsze: klip mimo tego, że na pewno jest najodważniejszym w dorobku grupy będzie miał mniejszą niż zwykle "siłę rażenia" ponieważ żadna stacja muzyczna ani YouTube go nie puszczą.
Po drugie: utwór Pussy muzycznie jest nędzny, mam nadzieję, że płyta będzie lepsza.

Klip do zobaczenia tutaj.

Start Sacrum Profanum



W zeszłą niedzielę w Krakowie ruszył festiwal Sacrum Profanum. Siódma edycja poświęcona jest współczesnej muzyce brytyjskiej i przyniosła m.in. koncert The Cinematic Orchestra i video show Chrisa Cunninghama. Relacja z tych dwóch w tym miejscu. Jutro i pojutrze wystąpi Aphex Twin z towarzyszeniem Floriana Heckera o czym również nie omieszkam napisać.




wtorek, 15 września 2009

Post-Rock w Mandze



Manggha wyrasta nam z muzeum na coraz prężniej działającą salę koncertową. I dobrze, bo warunki ku temu ma rewelacyjne. Ostatnio swoje dźwięki w jej progach zaprezentowały trzy około-post-rockowe kapele: polski Tides from Nebula, amerykański Caspian i irlandzki God is an Astronaut. Bilety można było nabyć po niebywale niskiej cenie (35 złotych), tak więc frekwencyjnie koncert okazał się dużym sukcesem. A muzycznie? Dalej czytaj tutaj.

czwartek, 3 września 2009

Kopalniane nowe brzmienia




W Niedzielę dobiegła końca czwarta edycja festiwalu Turon Nowa Muzyka. Po dwóch imprezach zorganizowanych w Cieszynie nowa muzyka wróciła do korzeni – czyli do Katowic. Jak się okazuje był to bardzo dobry pomysł.

Na miasteczko festiwalowe zaadaptowano tereny byłej kopalni Katowice, co nadało imprezie industrialny charakter. Ponad scenami górowały oświetlone szyby górnicze, a w zaroślach kryły się kopalniane zabudowania sprzed ponad wieku. W takim otoczeniu znalazło się miejsce na dwie sceny, grający autobus Red Bulla i obowiązkowe ogródki piwne. Krótko mówiąc – miejsce wymarzone, a jak spisali się zaproszeni artyści?

Pierwszy dzień był najbardziej „zespołowy” z całej imprezy. Koncerty na dużej scenie rozpoczęło australijskie trio Pivot. Panowie zagrali bardzo żywiołowy koncert, skupiając się na repertuarze ze swojej ostatniej płyty. Na początku usłyszeliśmy singlowe In the Blood, a potem po kolei Fool In Rain, Didn’t I Furious i O Soundtrack My Heart. Znalazło się również miejsce na kilka nowych kompozycji, zapowiadających kolejny album grupy. Publiczność, choć o tej porze jeszcze nieliczna, była zachwycona.

Scena klubowa pierwszego dnia zdominowana była przez brzmienia dubstepowe. O 20.00 zagrał młodziutki Ital Tek, który wyrasta na jednego z oryginalniejszych twórców w gatunku. Zaczynając swój set spokojnie, powoli się rozkręcał i nadawał mu oraz bardziej taneczny charakter. Obok utworów ze swojego debiutu, wplatał m.in. Madonnę czy Dizzee’go Rascala.

Po Ital Teku pojawił się bardziej doświadczony, reprezentujący wytwórnię Nina Tune King Cannibal. O ile jego poprzednik czasami zahaczał o bardziej taneczne brzmienia to King Cannibal od razu postawił sprawę jasno – będzie groźnie. Przytłaczający bas, wciąż narastający bit i promieniujące z setu zło sprawiły, że był to najlepszy występ pierwszego dnia.

O północy na scenie pojawił się Kevin Martin, czyli The Bug, dubstepowy weteran, który wystąpił w towarzystwie MC Flow Dana. W porównaniu do mniej doświadczonych poprzedników wypadł bardzo słabo, a jego MC nie porwał publiczności.

Na dużej scenie wieczorem mogliśmy wysłuchać jeszcze dwóch świetnych koncertów.

Najpierw wystąpił hip-hopowo-elktroniczny duet Dan Le Sac vs Scroobius Pip. Brytyjczycy nie zawiedli, zagrali bardzo żywiołowy koncert, a Scroobius Pip nawiązał świetny kontakt z publicznością, kilkakrotnie schodząc ze sceny, rozmawiając z fanami, i przyjmując kurtkę od jednego z nich. Usłyszeliśmy większość materiału z debiutu duetu Angles oraz kilka utworów z niewydanej jeszcze płyty.

Po północy, na zakończenie pierwszego dnia na Live Stage pojawiła się grupa Ebony Bones. O ile King Cannibal zagrał najlepszego seta na festiwalu to Ebony Bones zagrała najlepszy koncert. Ośmioosobowy zespół w bajecznie kolorowych strojach od pierwszych dźwięków rozruszał, zgromadzoną pod namiotem publiczność i nie dał jej się uspokoić aż do samego końca. Usłyszeliśmy We Know All About You, Story of St.Ockwell, Don’t Fart on My Heart I oczywiście singlowy The Muzik. Na koniec pojawiła się utaneczniona wersja Another Brick in the Wall grupy Pink Floyd, przy której publiczność dosłownie oszalała. Koncert był najatrakcyjniejszy również z wizualnego punktu widzenia. Ebony wraz ze swoimi chórzystkami były bajecznie poprzebierane, a występ urozmaicany był chociażby tańcami synchronicznymi.




Drugiego dnia miały wystąpić największe gwiazdy festiwalu – autor jednego z najlepszych krążków zeszłego roku – Flying Lotus oraz znana z The Knife wokalistka Karin Drejier, tu występująca z solowym projektem Fever Ray. Dzień rozpoczęli jednak polscy artyści. Na początek zagrał zespół Oszibarack, a na scenie klubowej Minoo oraz Ch.District.

Pierwszą zagraniczną artystką tego dnia była wokalistka i performerka Planningtorock. Jej występ plasował się gdzieś pomiędzy performance’m a koncertem pozostawiając mieszane uczucia. Z jednej strony mieliśmy bardzo ciekawe wizualizacje, a z drugiej raczej nieciekawą muzykę i główną bohaterkę śpiewającą w masce i białym worku… Interesujące w sam raz na niespełna 40 minut, które trwał koncert.

Po Janine na scenie pojawił się Jon Hopkins, który chyba zaskoczył wszystkich. W każdym razie na pewno tych, którzy znali jego twórczość studyjną (do których zalicza się autor) Ze spokojnych, ambientowych kompozycji, w których raczej rzadko pojawiał się beat nie zostało właściwie nic. Hopkins zagrał najbardziej żywiołowy set tego wieczoru. Nie było udziwnień ani eksperymentów z rytmiką. Po prostu klasyczne, mocne, taneczne beaty ubarwiane dźwiękiem kaossilatorów Korga, których obsługę, Hopkins opanował do perfekcji. Publiczność dosłownie oszalała na jego koncercie i w tanecznym transie trwała do samego końca. Trudno uwierzyć, że Hopkins grał jako suport na koncertach Coldplay.

Po tanecznym secie wyżej wymienionego przyszła pora na bardziej eksperymentalną muzykę. Na Club Stage wystąpił Tim Exile, mistrz połamanego i nieprzewidywalnego brzmienia. Koncertem promował swoją ostatnią, wyjątkowo jak na niego melodyjną płytę Listening Tree. Niestety usłyszeliśmy z niej tylko kilka utworów. Reszta występu była interesująca, ale zabrakło pazura. Exile zabrzmiał jak coś pomiędzy szaleństwem Nuisance Gabbaret Lounge a monumentalnością Listening Tree. Lepiej wyszłoby gdyby bardziej konkretnie się określił.

Po koncercie Brytyjczyka na głównej scenie zaprezentować się miała największa gwiazda festiwalu – Fever Ray. O jej „gwiazdorstwie” już przed koncertem świadczyło kilka rzeczy. Spowita w ciemnościach scena przyozdobiona była kadzidełkami i lampami z abażurem, przestrzeń dla fotografów ograniczona o połowę i najliczniej zgromadzona publiczność. A sam koncert? Było ciemno, były laserowe światła, no i był zespół, którego właściwie nie było widać. Muzycznie było bardzo spokojnie i monotonnie. Publiczność wydawała się zadowolona, choć nie w pełni. Jak dla mnie największe rozczarowanie festiwalu. Chciałoby się zacytować Scroobiusa Pipa „Fever Ray-just a band”.

Znacznie lepiej zaprezentował się Flying Lotus. Roześmiany, rozdający piwo i jointy Amerykanin zachwycił zgromadzoną pod mniejszym namiotem publiczność. Zagrał bardzo „tłustego” seta, wypełnionego instrumentalnym hip-hopem. Publiczność reagowała bardzo żywiołowo, szczególnie przy wplatanych w występ fragmentach zeszłorocznej płyty Los Angeles. Flying Lotus był chyba jedynym artystą, który zagrał bisa na festiwalu. Drugi dzień zakończył dobry znajomy artysty, również wydający dla wytwórni Warp Hudson Mohawke.



Ostatni dzień imprezy należał głównie do polskich artystów. Można było zobaczyć grupę Pogodno, trio Kamp!, Jacaszka i Ostrego. Dobór eklektyczny, a jeśli dodać do tego Rootsa Manuvę, grupę Mum i francuza Onrę, można zaryzykować stwierdzenie, że zbyt eklektyczny. Bo kto po wysłuchaniu coverów Black Sabbath w wykonaniu Pogodno pójdzie na chwilami house’owy występ Kamp! ? No właśnie Kamp!. Najbardziej obiecujący debiutanci tego roku na katowickim festiwalu mieli chyba gorszy dzień. Aranżacje utworów były bardzo lekkie, czasami zahaczające o house i nie porywały. Dodajmy do tego kiepskie nagłośnienie i problemy komunikacyjne członków zespołu. W porównaniu do występu chociażby podczas Selector Festiwal, grupa zanotowała znaczny spadek formy. Miejmy nadzieję, że tylko chwilowy.

Kolejna drastyczna zmiana czekała festiwalowiczów na dużej scenie, gdzie zagrał Jacaszek. Publiczność była jednak oczarowana. Był to jedyny spokojny koncert festiwalu, a Jacaszek wraz z towarzyszącą sekcją smyczkową wytworzył niesamowitą, magiczną atmosferę. Trio zagrało materiał ze świetnie przyjętej na świecie płyty z interpretacjami trenów Jana Kochanowskiego. Publiczność słuchała ich w skupieniu, stojąc, siedząc lub leżąc na piasku wypełniającym namiot.

Kolejny koncert na dużej scenie wprowadził nas z kolei w atmosferę baśniową. Islandzka grupa Mum zagrała świetny koncert, w którym w zupełnie nieprzewidywalny sposób łączyła folk, post-rock, idm i wiele innych gatunków. Grupa promowała, swój ostatni album Sing Along to Songs You Don’t Know i z niego usłyszeliśmy najwięcej.

Festiwal zakończył się hip-hopowo występami O.S.T.Ra i Rootsa Manuvy.

Czwarta edycja festiwalu Nowa Muzyka dowiodła, że przenosiny do Katowic były dobrym rozwiązaniem. Publiczność dopisała, w przeciwieństwie do zeszłorocznej imprezy. Miejsce festiwalu zostało świetnie zaadaptowane i aż trudno było uwierzyć, że jesteśmy w centrum szarych Katowic. Ale oczywiście były też minusy. Po pierwsze oświetlenie scen. O ile na głównej scenie światła były jeszcze do przejścia to na klubowej było katastrofalnie. Niewidoczni artyści, brak stroboskopów przy tanecznych setach, a do tego osoby, które sterowały oświetleniem chyba z tego festiwalu zrobiły sobie poligon doświadczalny. Małą scenę ratował tylko duży ekran z naprawdę rewelacyjnymi wizualizacjami. Z kolei na dużej były tylko dwa małe ekraniki, na których zamiast wizualizacji wyświetlały się reklamy Muzeum Śląskiego i line up festiwalu. Line-up to z resztą kolejny problem. Czasy występów wciąż się zmieniały, a czasami trudno się było dowiedzieć, kto kiedy wystąpi. Kolejny problem, tym razem niezależny od organizatorów to artyści. Zawiodły gwiazdy (Fever Ray, The Bug oraz odwołany Dan Deacon), ale także młodzi artyści (zupełnie niepotrzebny koncert Speech Debelle i słaba Planningtorock). Przez to można było zaobserwować tendencję spadkową. Pierwszy dzień-rewelacyjny, drugi-przyzwoity, trzeci-słaby.

Jednak ogólnie rzecz biorąc festiwal należy uznać za udany. Publiczność dopisała, miejsce sprawiło się świetnie, a tylu nowomuzycznych artystów na raz próżno szukać gdzie indziej.

Na plus trzeba też zaliczyć bogatą ofertę wydarzeń towarzyszących. Warsztaty fotograficzne, projekcje filmów o muzykach, wycieczki do opuszczonych fabryk i turniej golfa na hałdach to kolejny powód aby na Nową Muzykę wybrać się za rok

niedziela, 30 sierpnia 2009

Tauron Nowa Muzyka 2009 dzień drugi



Kolejna porcja zdjęć z katowickiego festiwalu. Niestety na dużej scenie wprowadzono ograniczenia dla fotografów i zdjęć jest niewiele. To co udało mi się zrobić znajduje się tutaj.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Czas supergrup

Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają nam rockowe supergrupy. Z jednej strony mamy projekty udane (The Dead Weather) i dobrze rokujące(Them Crooked Vultures), a z drugiej przeciętne(Sweethead) słabe(Chickenfoot) i dziwne.

O The Dead Weather już pisałem, przy okazji singlowego debiutu. Od tego czasu doczekaliśmy się świetnej płyty i serii dobrze przyjętych koncertów. Jack White dobrał sobie częściowo sprawdzonych współpracowników, takich jak Jack Lawrence z Raconteurs oraz świetną Alison Mosshart z The Kills i Dean'a Fertit'ę z Queens of the Stone Age. Album Horehound chwilami kojarzy się wprawdzie z twórczością The White Stripes, ale całościowo oryginalności mu nie brakuje. A utwory takie jak Cut Like a Buffalo czy 60 Feet Tall nie przypominają żadnego z macierzystych zespołów członków The Dead Weather.

Sami o sobie:



Jedynym minusem jest fakt, że Jack White nie wziął pod uwagę, iż grając na perkusji i jednocześnie śpiewając może dostać zadyszki...



Również z Queens of the Stone Age pochodzi pomysłodawca projektu Sweethead. Troy van Leeuven grający w QOTSA na gitarze powołał do życia, wraz z debiutującą wokalistką Serriną Sims grupę Sweethead. W zespole znaleźli się również Norm Block oraz Eddie Nappi z zespołu Marka Lanegana. O ile pani na wokalu faktycznie jest niezła to reszta muzyków jest zupełnie niewyróżniająca się. Brzmi to jak trochę bardziej grunge'owa odmiana QOTSA. Bardzo to wszystko nijakie i w moim odczuciu bez większych szans na przebicie się. Chyba, że nadchodzący album będzie o niebo lepszy od epki The Great Disruptors.

Ten fragment daje taką nadzieję.



Poza tym na koncerty będzie pewnie przyciągać nie tylko muzyka ...





Właściwie wszyscy członkowie Queens of the Stone Age udzielają się w innych zespołach. Joey Castillo gra na bębnach w Eagles of Death Metal a Michael Schuman na gitarze w Wires on Fire. Josh Homme również postanowił spróbować czegoś nowego. Po wyprodukowaniu nowej płyty Arctic Monkeys zaprosił do współpracy Dave'a Grohla(który powrócił za perkusję) i Johna Paula Jonesa z Led Zeppelin. Koncertowego składu dopełnił Alain Johannes (również z QOTSA). Tak zrodziło się Them Crooked Vultures. Z wszystkich tych supergrup ta jest najbardziej tajemnicza. Oficjalnie udostępniono na razie tylko 30-sekundowy fragment utworu Nobody Loves Me and Neither Do I



Panowie zagrali dotychczas 4 niezapowiedziane koncerty w Usa i Europie. Kiedy pojawi się jakiś studyjny materiał nie wiadomo. Warto śledzić youtubowy kanał grupy, bo wszystkie informacje dotychczas pojawiały się właśnie tam. W sieci krążą utwory, które prawdopodobnie pochodzą z repertuaru grupy ale nie są to pewnie informacje, więc ich nie zamieszczam. Można za to znaleźć kilka całkiem niezłej jakości nagrań z koncertów.

Tutaj jedno z nich:



Grupa Chckenfoot z kolei, wyjątkowo nie jest związana z Queens of the Stone Age. Tworzą ją starzy wyjadacze z Van Halen - Sammy Hagar i Michael Anthony, Joe Satriani oraz, nie wiadomo skąd... Chad Smith z Red Hot Chili Peppers. Dwa miesiące temu ukazał się debiut grupy. Wydany został w bardzo fajnym, zmieniającym kolor pod wpływem ciepła pudełku. I w sumie to pudełko jest najlepsze. Jego wnętrze wypełnia dosyć archaiczna mieszanka hard-rocka i vanhalenowego wokalu Hagara. W niektórych utworach udaje mu się wprawdzie pozbyć tej maniery ale co z tego skoro wtedy Hagar brzmi jak nieudana kopia Iana Gillana z Deep Purple.

Utwór otwierający:



Na koniec ciekawostka. Dani Filth znany z dosyć komicznego image'u i "śpiewu" w Cradle of Filth postanowił założyć nową grupę. W jej skład moaą wejść gitarzysta King z Gorgoroth, perkusista John Tempesta z Testament, Ice Dale z Enslaved oraz Rob Caggiano z grupy Anthrax. Z tego trashowo-blackmetalowego połączenia ma wg Daniego wyjść "mieszanka Toola i AC/DC z black lub death metalem". Czy w ogóle coś z tego wyjdzie nie wiadomo, bo na razie żadna wytwórnia nie wyraziła zainteresowania projektem. Pierwotnie obowiązki perkusisty miał objąć Joey Jordison ze Slipknota ale zrezygnował. Ciekawe dlaczego.